MYŚLIWY

 

 

Kilkadziesiąt lat temu trudne i niespokojne były czasy,

Ale mnóstwo różnych gatunków zwierząt – pełne lasy.

Pewien myśliwy, o nim jest to opowiadanie,

Wybrał się na łowy, dzikiego zwierza upolowanie.

 

Na pełni księżyca, gdy północ nastanie,

Idzie nasz łowczy na pewne polowanie.

Niesie fuzję na plecach, po cichutku kroczy,

Krzaki, drzewa, wszystko wokół pilnie śledzą jego oczy.

 

Jakie zwierzę się nawinie pod lufę strzelby jego?

Obojętnie, dzik czy jeleń, dobra pieczeń będzie z tego.

Dla dużej rodziny wystarczy takiej zdobyczy.

Łowczy skrada się ukradkiem, na dobry łup liczy.

 

Wtem usłyszał szelest i to bardzo blisko.

Na wprost niego sarna stanęła, więc przychylił się nisko.

Na wyciągnięcie ręki, miał ją tuż przed lufą,

Chciał pociągnąć za spust, serce drgnęło, wkoło cicho i głucho.

 

Zgrzytnął zamek strzelby i dorodne zwierzę

Dostrzegło myśliwego. Śmierci się nie ustrzeże,

Już nie ma szansy na ucieczkę w las.

Dla pięknej sarny nadszedł smutny kresu czas.

 

Przed łowczym na kolana uklękła duża łania,

Z jej oczu łzy płyną, drży ze strachu, nic jej nie osłania.

Patrząc na ten dziw natury człowiekowi serce się rozrywa:

Czy to mu się śni? Czy rzecz to prawdziwa?

 

Litość i sumienie poruszyły serce myśliwego.

Nie może strzelić do niej, zwierzątka bezbronnego.

Machnął ręką i szepnął: uciekaj, ruszaj w swoją drogę,

Ja cię nie skrzywdzę, po prostu nie mogę...

 

Wrócił łowczy do domu, schował fuzję swoją,

Rzekł: niech odtąd żadne zwierzęta mnie się nie boją!

Bo najważniejszą wartością człowieka każdego

Jest szanować i być lepszym dla drugiego, także „brata” najmniejszego.

 

 

POWRÓT

 

 

 
COPYRIGHT © E.W. 2018 WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE       HOSTING: KB Systems