ŻNIWA

 

 

Pamiętam swoje dawne i dobre młode lata,

Jak sprzątaliśmy plony z pola: ja, mama i tata.

Tata zboże kosą kosił, mama na snopy zbierała,

Ja byłam mała więc tylko raczej przeszkadzałam.

 

Żniwa wtedy były trudne i mokre – zupełnie jak w tym roku.

Gdy wyszliśmy z domu to słoneczko świeciło,

Tato zrobił dwa pokosy, wtem porządnie się zachmurzyło

I nim wróciliśmy do domu - dokładnie nas przemoczyło.

 

Chociaż pogoda w czasie żniw cały czas się buntowała,

Wszyscy szczęśliwie płody z pól uprzątnęli, nic nie zmarnowano.

Do stodół zboża zwiezione – rozpoczęły się omłoty,

Oj, były tam czasami najróżniejsze psoty.

 

Dawniej kombajnów nie znano, były maszyny – młockarnie,

Pomagali sobie sąsiedzi lub pracowali na wynajmie.

Małe brzdące jak broiły, w snopki słomy je związali,

A natrudził się ten maluch, nim z pułapki go wyplątali.

 

Ziarno do spichlerza trafiło gdy zostało wymłócone,

A wieczorem radość i zabawa, bo żniwa zakończone.

Wszyscy zmęczeni lecz szczęśliwi do stołu zasiedli,

Kolację z apetytem i wielkim smakiem zjedli.

 

Był chleb swój pieczony z prawdziwym swojskim masłem

I wspaniały, pachnący biały ser do niego.

Do tego była kawa zbożowa z mlekiem -

To kusiło każdego i do pracy przywołało niejednego.

 

Dorosłym gospodarz butelkę postawił, bo dobrze się sprawili.

Podziękował i zapłacił, wszyscy dobrze się bawili.

Gdy dziś wspominamy tamte minione lata,

To w sercu i na duszy robi się rzewnie i miło.

 

Wszyscy nawzajem się szanowali

Choć skromnie i biednie bywało.

Dawne życie było pracowite, ale wesołe

I tylko szkoda, że już się skończyło.

 

 

POWRÓT

 

 

 
COPYRIGHT © E.W. 2018 WSZELKIE PRAWA ZASTRZEŻONE       HOSTING: KB Systems